Raz na jakiś czas nachodzi mnie ochota na jakieś wybieganie nocą. I tak też było tym razem. Pomysł był na wyjazd ok. godziny 20:00 pociągiem do Jarosławia i powrót biegowy do Przemyśla – całość jakieś 40km. Na wycieczkę udało mi się namówić Aśkę, Agnieszkę, Asię, Jarka i Mateusza.
Agnieszka z Jarkiem planowali skończyć troszkę szybciej (ok. 30km), więc przed wyprawą podrzuciliśmy Jarka auto do Ujkowic pod monastyr i tu zaczęła się przygoda. Jadąc do Ujkowic im dalej za Przemyśl tym najpierw pojawił się leżący śnieg a chwilę później zaczęła się zadymka. Pod sam monastyr jechaliśmy już po drodze przykrytej grubą warstwą puchu a czekając kilka minut na Jarka obserwowaliśmy jak ślady zostawione przez nas na drodze znikają pod świeżą warstwą śniegu. Robiło się coraz ciekawiej.
Spotkaliśmy się całą ekipą na peronie, gdzie po chwili dostaliśmy przez megafony informację, że nasz pociąg jest opóźniony o prawie godzinę. Co nam mocno pokrzyżowało plany. Zrobiliśmy szybką naradę i zapadła decyzja, że rezygnujemy z pociągu i robimy inną trasę w formie pętli. Szybko naszkicowałem ją sobie w głowie i następnie wyklikałem ją na telefonie, aby potwierdzić, że dystans będzie zbliżony do tego co mieliśmy zaplanowane, pamiętając równocześnie, że mamy Jarka auto zostawione na trasie.
Pobierz ślad GPX
Tuż po 20:00 wybiegliśmy najpierw w kierunku mostu przy basenie a dalej ścieżką rowerową w kierunku na Buszkowice. Tam pod wiaduktem kolejowym wbiegliśmy na polną drogę kierując się na Żurawicę. Przy ciągle sypiącym śniegu i po zmroku troszkę zboczyliśmy z trasy i zamiast na ulicy Wojska Polskiego wylądowaliśmy na Przemyskiej – takie tam dodatkowe 2km.
Bocznymi uliczkami wróciliśmy na zaplanowaną trasę i końcówkę ul. Wojska Polskiego. Następnie skierowaliśmy się polnymi drogami do fortu XII Werner. Tam odbiliśmy w kierunku szosy 77 i po jej przekroczeniu kontynuowaliśmy podróż aż do fortu XI Duńkowiczki, który obiegliśmy wschodnią stroną i po kilkuset metrach skręciliśmy w polną drogę wzdłuż wiatraków i koło schroniska dla bezdomnych zwierząt w Orzechowcach.


Gdy dobiegliśmy do drogi między Orłami a Hnatkowicami odbiliśmy na zachód na krótki, ale treściwy zbieg asfaltem. W tym miejscu większość była już dobrze zakręcona gdzie dokładnie się znajdujemy a wirujący w świetle czołówek śnieg i szum wiatraków niczego nie ułatwiał. Całe szczęście te okolice znałem dość dobrze, więc tylko reszta musiała brać na wiarę, że nie prowadzę ich na manowce.
Z Hnatkowic odbiliśmy znów polami na Batycze i krzyżówkę do Ujkowic w Orzechowcach. Tutaj musieliśmy podjąć trudną decyzję. Mieliśmy za sobą jakieś 22km. Warunki na trasie mocno nas wyczerpały. Do samochodu mieliśmy ok. 5km, ale w nim były tylko 3 miejsca wliczając jedno dla kierowcy. Niestety potrzeby były większe. Dlatego rozdzieliliśmy się: Jarek, Agnieszka i moja Aśka pobiegli przez Ujkowice do samochodu, a ja Asia i Mateusz wracaliśmy na dworzec w Przemyślu z buta – ale najkrótszą trasą jaką byłem w stanie na poczekaniu wymyśleć.
Z Orzechowiec pobiegliśmy drogą do Żurawicy, gdzie skrótem przez pola minęliśmy szpital psychiatryczny (dobrze, że nikt stamtąd nie chciał nam pomóc – bo pewnie ciężko byłoby nam się rozsądnie wytłumaczyć co robimy w środku nocy w zadymce w biegowych ciuchach). Następnie kolejnym skrótem i bocznymi uliczkami Żurawicy wbiegliśmy w las i wybiegliśmy przy parku w Przemyślu na Lipowicy. Dalej ulicą Armii Krajowej, 3 Maja i Stanisława Augusta i stamtąd w kierunku dworca.
Zakończyliśmy wycieczkę na 32km a druga połowa grupy nakręciła 27km. Skończyliśmy w okolicy północy: oni tuż przed a my tuż po. Mimo, że plan na wycieczkę został mocno zmodyfikowany, to całość muszę uznać za bardzo udaną i ciekawą eskapadę oraz doświadczenie – a oryginalną trasę jeszcze pewnie kiedyś przebiegniemy i to może nawet nocą.

