Ta wycieczka w zamyśle miała dwa cele: zdobycie nowych kwadracików oraz pobieganie trochę po „płaskim” – tak dla równowagi dla ciągłego biegania po górkach.
Co do kwadracików, to temat na osobny post. Na ten moment odeślę Was na szybko do strony StatsHunters (https://www.statshunters.com/), gdzie u źródła znajdziecie szczegółowe informacje. Od siebie dodam tylko tak bardzo pobieżnie, że chodzi o odwiedzanie miejsc, w których się jeszcze nie było.

Start zaplanowaliśmy z Nizin w okolicy kładki nad Sanem. Gdy tylko poinformowałem znajomych o przebiegu trasy, od razu dostałem informację zwrotną, że w jej miejsce budowany jest teraz most i może nie udać się przez nią przeprawić. Byłem przekonany, że kładka nie została rozebrana a przynajmniej nie przed oddaniem mostu. Ale ziarno niepewności zostało zasiane. Postanowiłem więc się upewnić i wieczorem poprzedzającego dnia wskoczyłem na rower i podjechałem na miejsce. Na rowerze temperatura bardziej daje się we znaki niż podczas biegu – ale akurat tego się spodziewałem i byłem ciepło i szczelnie ubrany od stóp do głów. Okazało się, że moje przypuszczenia były właściwe i kładka jest na swoim miejscu. Czyli trasa mogła pozostać bez zmian!



Umówiliśmy się o godzinie 8:00 a na starcie pojawiło się nas 12 osób. Zaczęliśmy od przeprawy przez kładkę na wschodni brzeg Sanu, by po kilku chwilach odbić na północ wzdłuż jego koryta. W ten sposób szybko zeszliśmy z szerokiej w miarę utwardzonej drogi na gruntową miedzę na skraju pola.
Pobierz ślad gpx
Zaczęło się błotniście – nie tak, że zasysało buty a tak bardziej ślisko i wodniście. Do tego wiatr dmuchający na otwartych przestrzeniach. Miejscami kałuże były tak szerokie, że niektórzy woleli przeciskać się krajem zarośniętym krzakami, niż wsadzić nogę po kostkę w błoto.




Przed 5km, gdy dotarliśmy do Baryczy, zrobiliśmy sobie kilkuminutowy postój na przekąskę. Kolejny odcinek to przebiegnięcie przez wioskę asfaltową drogą – całkowita odmiana dla nawierzchni, którą mieliśmy dotychczas. Pozwoliło to biec szybciej mniejszym wydatkiem sił, ale równocześnie bardziej było czuć uderzenie przy każdym stawianym kroku.
Ta gehenna czy przyjemność (zależy co kto lubi) trwała jednak krótko. Po niecałych 2km wbiegliśmy na drogę polną między stawami rybnymi między Baryczą a Sośnicą-Brzeg. Bliskość zbiorników z wodą potęgowała chłód. Po kolejnych 2 km znów zmiana nawierzchni na asfalt – tym razem długi prosty odcinek w szpalerze drzew. Na jego końcu wpadliśmy na główną drogę ze Stubienka i odbiliśmy tam na południe – twarzą pod wiatr.



Samo Stubienko ominęliśmy polną drogą, która przecinała główną drogę na granicy administracyjnej Stubna. I je również ominęliśmy drogą polną wybiegając z niej na moment na asfalt na południu Stubna w okolicach lokalnej piekarni.
Od tego momentu czekała nas ostatnia przeprawa rozmokłymi drogami i miedzami przez pola. Wiatr i dotychczasowe błoto wyciągnęły z nas mnóstwo sił i ten odcinek stanowił już nie lada wyzwanie. Rozciągnęła nam się wycieczka na sporą odległość a równocześnie przez nizinny krajobraz i bardzo „zygzakującą” trasę cały czas mieliśmy ze sobą kontakt wzrokowy.
Finisz to powrót na drogę przez Chałupki Dusowskie w stronę Nizin. Trasa jest tu utwardzona i bardzo szeroka, więc pojawiające się gdzieniegdzie kałuże daje się bez problemu omijać. Bieg kończymy grupową fotografią na kładce nad Sanem.



Podsumowując: trasa mimo, że płaska dała się mocno we znaki. Asfaltowe odcinki to szybszy bieg często pod wiatr. Gruntowe natomiast to mocny trening stabilizacji i siły biegowej. No i co najważniejsze, pogoda jak na początek stycznia była bardzo łaskawa. Poniżej, krótkie filmowe podsumowanie wycieczki.

